„Zostaw, ja to zrobię lepiej.” Przemoc nie musi oznaczać bicia

strach-760x428

08 cze „Zostaw, ja to zrobię lepiej.” Przemoc nie musi oznaczać bicia

„Czy to ja zawsze muszę o tym pamiętać?”. Poirytowane spojrzenie, palce stukają o stół. Nie wzięłam ze szkoły zeszytu syna do matematyki, jutro klasówka. On nie ma pretensji do naszego dziecka, jest wściekły na mnie. Czuję skurcz w żołądku. Przypominam sobie słowa psycholog, do której trafiłam ostatnio. „Nie jest pani dzieckiem, a to nie jest pani ojciec. Nie musi się pani przejmować tym, co on mówi”.

Słyszę jej słowa wciąż. Ale mówię: „Przepraszam, przecież nic się nie stało. Zaraz poproszę Ankę, żeby wysłała screeny”. Teraz wybucha śmiechem: „Oczywiście, nic się nie stało, po prostu nie ogarnęłaś. Biedna dziewczynka, teraz ciocia Ania jak zwykle pomoże, no albo ktoś inny, bo dziewczynka zapomniała. To żenujące”, odwraca się jak gdyby nigdy nic. Zostaję ze słowami: „nie ogarniam, nie pamiętam, nie nadaję się”.  Zaciskam dłonie.

Kim jestem? Mam 37 lat, dwóch synów, którzy chodzą już do szkoły. Mam męża, który od początku związku (15 lat) podcinał mi skrzydła. Kiedyś nazywałam to troską, potem zrozumiałam: to ubezwłasnowolnienie.

Co jeszcze o sobie pamiętam? Byłam najlepszą studentką na roku, mój ulubiony wykładowca mówił: ty to zrobisz karierę, jesteś nie tylko bystra i szybko się uczysz, masz odwagę. Nie wiem gdzie jest moja odwaga teraz. Nie pamiętam już nawet, co to znaczy czuć moc. Zazdroszczę moim koleżankom, które zrobiły kariery. Są silne, niezależne.  Może mają kryzysy, ale mają pewność, która pozwala podnieść się z najgorszego dna: dadzą radę.

Pobłażanie to jest przemoc

Pochodzę z dobrego, szczęśliwego domu, mam fajnych braci, fajną siostrę, rodzice się kochali, zawsze nas szanowali. Mojego przyszłego męża poznałam na studiach. Był bardziej niż fantastyczny: stypendia, sportowe sukcesy, pewność siebie. Zauroczenie było wielkie. Nie zauważałam więc pewnych drobnostek: on zawsze musi mieć rację. Dyskusje polityczne? Dwie godziny żarliwego przekrzykiwania się. Na końcu on zawsze stwierdzał: kochanie, nie masz pojęcia. Sztuka? Hmm, a kto ci tego naopowiadał. Nie chcę cię urazić, ale nie znasz się. Historia? No kicia, może ci się wydaje, że dużo czytałaś, ale kto ci podsuwał te książki. Na początku mówiłam sobie: „on jest taki mądry, fajnie”.

Gdy mnie to irytowało, tłumaczyłam go: „dobra, niektórzy tak mają”.

Że to jest przemoc? Nigdy bym nie pomyślała.



Udostępnij:

Zapraszamy do współpracy. Napisz do nas