Wypalony niezatopiony

sh_268785908-cda858dc99986abb5d87079701646d24

07 lis Wypalony niezatopiony

Poczucie wypalenia życiowego, o ile je rozpoznamy i pozwolimy mu przetoczyć przez nasze życie bez obwiniania się,  może nauczyć nas czerpać siły z nowego i trwalszego źródła oraz stać się początkiem ku dobrej przemianie. 

Autor: Joanna Weyna-Szczepańska

48-letni Michał nie potrafi wychwycić momentu, w którym „to” się zaczęło. Bo właściwie nie wydarzyło się nic szczególnego. Od lat pracuje w tej samej firmie (ostatnio awansował), mieszka z żoną i dwójką dzieci w tym samym domu (ostatnio zrobili remont), Jeżdżą na wakacje (w ulubione miejsce), spotykają się z rodziną i przyjaciółmi ( jak zwykle), a dzieci rosną i nie sprawiają większych problemów.

– Ludzie by mnie wyśmiali, gdybym im powiedział, że nie czułem się szczęśliwy. Czytałem o chronicznym zmęczeniu i niedoborach witamin, albo o kryzysie wieku średniego. Jednak ten – przeważnie – wiąże się ze zdradą, a ja nie miałem takich ciągot. Nie potrzebowałem innej kobiety i ceniłem sobie życie jakie miałem, tylko ono mi nie smakowało!

– Przychodzą do mnie pacjenci, którzy na pierwszy rzut oka nie mają poważniejszych problemów. Ich życie toczy się przetartym szlakiem. Cieszą się dobrym zdrowiem, mają pieniądze, pozycję zawodową, rodzinę. A mimo to dręczy ich poczucie, że coś im w życiu umyka.  Tak, jakby jedli danie, ale ono było bez przypraw. Bez pieprzu i soli- wyjaśnia psychoterapeutka, Małgorzata Liszyk-Kozłowska i dodaje:

– Tacy ludzie przeżywają głęboki wstyd, ponieważ zdają sobie sprawę, że dla kogoś z boku ich życie jest okej. Powinni czuć się szczęśliwi. Tylko co to znaczy czuć się szczęśliwym? Kiedy doświadczamy szczęścia i dlaczego nie doświadczamy go w sytuacji, która, jak zakładaliśmy, powinna nam go dostarczyć?

Gotowi? Do startu…. I klapa!

Stan, który dręczy Michała i wielu innych ludzi w różnym wieku można nazwać wypaleniem życiowym i może on dotyczyć odmiennych sfer życia. Najczęściej jednak pojawia się u osób, które mają za sobą kilka dekad życia i bagaż doświadczeń pozwalający im na pewien rodzaj retrospektywy. Mogą przyjrzeć się sobie w chwili startu i porównać go z miejscem, w jakim są obecnie. Zobaczyć proces w swojej rozciągłości. I pojawia się kłopot. Dlaczego?

Liszyk-Kozłowska: – Ponieważ cenzurka, jaką sobie wydajemy jest najczęściej kiepska. Niby cele osiągnięte, założenia życiowe spełnione, a tu wewnętrzna klapa. Gdzie jest radość, która miała temu wszystkiemu towarzyszyć? Gdzie się podziało poczucie spełnienia i satysfakcji? Może być również tak, że uświadamiamy sobie, iż mieliśmy zupełnie inne wyobrażenie o miejscu, w którym jesteśmy obecnie lub dojrzeliśmy do czegoś, o czym wcześniej nie chcieliśmy nawet wspominać. Bo rodzina, praca, bo dzieci… Pojawia się kryzys. Szklany sufit. Dalej już nie można. Poczucie wypalenia staje się dojmujące. Jeśli nie przeciąga się w czasie i stanie się początkiem konstruktywnych zmian, odegra swoją dobrą rolę. Jeśli będzie się pogłębiać, wewnętrzny konflikt pozostanie nierozwiązany, człowiek może stanąć na skraju depresji. Granica między poczuciem wypalenia a depresją jest cienka.

Michał przyznaje, że pomimo grona znajomych i rodziny trudno mu było znaleźć kogoś, z kim mógłby porozmawiać o tym, jak się czuje.

– Mężczyźni, z którymi spotykałem się na piwie, nie mówią o swoich uczuciach. To jest temat tabu. Wyszedłbym na idiotę ze swoimi zwierzeniami. Zdecydowałem się pójść do psychologa, gdy nie byłem w stanie znaleźć w sobie siły, aby chodzić do pracy. Moje życie stało się jednym wielkim udawaniem. Udawaniem, że jestem dobrym kierownikiem w zakładzie, a w domu troskliwym mężem i ojcem. W głębi duszy czułem się potwornie zmęczony tymi rolami. Czułem się wypalony.

Poczucie wypalenia jest również dobrze znane 35-letniej Izabeli.  Na spotkanie w kawiarni przychodzi ubrana w workowatą sukienkę, z włosami opadającymi na twarz.
– Czuję się dokładnie tak, jak wyglądam? – uśmiecha się gorzko na przywitanie. – Nie chce mi się dbać o siebie. Męczy mnie to. Mam wrażenie, jakbym musiała przedzierać się przez każdy dzień. Jestem tym wyczerpana.

Wyczerpane źródło mocy

Izabela tuż po studiach była rzutką, wesołą dziewczyną sprawnie wspinającą się po szczebelkach kariery w korporacji.

– Uwielbiałam to – przyznaje. – Byłam ambitna, pracowita i zarabiałam pieniądze. Własne i sporo jak na potrzeby gąski z prowincji, która z chłopakiem jeszcze ze szkoły średniej urządza się w wynajętej kawalerce. Kryzys najpierw pojawił się w związku. Mój chłopak nigdzie nie pracował. Tzn. robił jakieś zlecenia z domu co oznaczało, że całymi dniami siedział przy komputerze i wściekał się, że musi chałturzyć za grosze. Jedzenie, rachunki, wspólne wyjścia i wakacje: wszystko było finansowane z mojej kieszeni. Żarliśmy się o bez przerwy. Kolega namówił chłopka, aby wyjechał z nim do Anglii. To był początek końca. On tam, na budowach, ja w Warszawie, w korpo. Inne światy. Nie daliśmy rady. Rzuciłam się w wir życia towarzyskiego. Byłam koło trzydziestki i miałam wrażenie, że świat wciąż stoi przede mną otworem. A potem dostałam przysłowiowym obuchem w łeb. Awans, o który walczyłam jak lwica, przeszedł mi koło nosa. Dano mi do zrozumienia, że mogę podskakiwać, ale tylko do określonego pułapu. Powyżej jest świat, do którego nie mam wstępu i – prawdopodobnie mieć nie będę. To mnie załamało.

Jak zauważa psycholog, profesor Wiesław Łukaszewski: „Wypalenie to pewna granica w wytrwałości, bariera, poza którą ludzie nie są w stanie działać” i nazwałby ten stan raczej wyczerpaniem niż wypaleniem.

Można go bowiem porównać do wyczerpania baterii. Tracimy źródło mocy, motywacji, inspiracji do działania i chęci. Pojawia się frustracja i rozżalenie, gdyż uważamy, że zostaliśmy oszukani. Życie wystrychnęło nas na dudka. Czujemy się wyzuci z psychicznych zasobów, niewiele nas cieszy, niewiele motywuję do tego, aby wyjść na spacer i cieszyć się piękną pogodą. Sięgamy po różnego rodzaju znieczulacze: używki, jedzenie lub popadamy w apatię. Niby nic wielkiego, świat się nie zawalił, ale „coś” zawaliło się w nas samych. Jak z tego wybrnąć?

Doprawiamy smaki życia

Liszyk Kozłowska: – Stan wypalenia może pojawić się, gdy dojdzie do załamania pewnego dobrostanu. Dotąd przewidywalny scenariusz na kolejne dni runął w gruzy. Coś, na co ciężko pracowaliśmy tyle lat, okazało się iluzją lub górą nie do zdobycia. Tracimy grunt pod nogami. Nadchodzi gwałtowny odpływ sił. Czujemy się wyczerpani i… oszukani. Nie wiemy, co ze sobą zrobić. Nie rzadko wyrażamy złość, żal i zniechęcenie. Jednak – paradoksalnie – może to być bardzo dobry moment, aby rozliczyć się z przeszłością, zaakceptować ją i… ruszyć do przodu. Stan wypalenia nie musi mieć mocy wyniszczającej. Od nas zależy, czy stanie się przysłowiowym końcem świata, czy początkiem czegoś nowego i dobrego w naszym dalszym życiu. Stan wypalenia jest trudny do przejścia, ponieważ w chwili kryzysu jesteśmy silnie skupieni na przeżywaniu trudnych emocji. Nie potrafimy stanąć z boku i zobaczyć siebie z innej – i przede wszystkim szerszej – perspektywy. A najczęściej jest tak, że kryją się w niej nowe możliwości lub ujawniają się mocno skrywane pragnienia i potrzeby, które domagają się głosu.

Izabela odeszła z dobrze prosperującej firmy i zaczęła pracować na zlecenia. Uznała, że korporacja ją wypalała.

– Ale to nie do końca tak – przyznaje młoda kobieta. – Porzucenie pracy było swego rodzaju ucieczką. Wmawiałam sobie, że tam tkwi źródło moich problemów, choć ono jest zupełnie gdzie indziej. Zaczęłam chodzić na medytację. Podjęłam też psychoterapię. Obie te formy aktywności otworzyły mi oczy na aspekty mojego życia, które były mocno uśpione. Zrozumiałam na przykład, że podstawą większości moich decyzji są lęki, a za maską przebojowej kobiety kryje się wylękniona dziewczynka, szukająca siły na zewnątrz, w różnych dokonaniach i sukcesach, a nie w samej sobie.

Terapeutka Małgorzata Liszyk Kozłowska zachęca, aby stawiać sobie pytania: Co nas cieszy (nas, a nie naszych domowników: męża, dzieci)? Co lubiliśmy robić w młodości? W jaki sposób najchętniej wypoczywamy? Czy naprawdę pragnęliśmy mieć 200-metrowy dom?

Liszyk-Kozłowska: – Poszperajmy w naszych umysłach i sercach, a przede wszystkim – uwolnijmy skrywane przez lata pragnienia, emocje, uczucia i oczekiwania. Może się okazać, że przez lata żyliśmy w błędnym przekonaniu o sobie samych. I nie trzeba od razu wielkich rewolucji, aby zmienić jakość życia. Nie zachęcam do zrywania więzi z bliskimi. Czasami wystarczy naprawdę niewielka zmiana, by dodać życiu tak oczekiwanego smaku pieprzu i soli. Trzeba się na nią odważyć, a czasami i przekonać najbliższych. Jednym słowem; działać.

Uwolniona radość

Michał: – Na jednej z nasiadówek z chłopakami ktoś wpadł na pomysł, abyśmy urządzili wyprawę motocyklową. Miałem swoją starą maszynę w garażu. Z czasów, gdy jeszcze bawiło mnie grzebanie w niej i był czas, aby to robić. Uznałem, że to średni pomysł, ale kilku chłopaków naprawdę się napaliło. Zaczęliśmy o tym gadać, wymieniać się esemesami. Któregoś sobotniego ranka wytaszczyłem motocykl na podwórko i zacząłem go myć. Wyszedł syn. Co robisz, tata? – Szykuję się na wyprawę – wypaliłem. Syn się zaśmiał, ale zaczął mi pomagać. To był przełom. Odżyła we mnie dawno uśpiona pasja. Poczułem radość, której nie mogłem odnaleźć od tylu miesięcy ani w pracy ani w relacjach z bliskimi. Nie doszło do tamtej wyprawy. Rozeszło się po kościach, ale zdążyłem doprowadzić maszynę do porządku. Poszukałem innego towarzystwa, które pasjonuje się motocyklami. I wsiąkłem jak śliwka w kompot. A drugą śliwką jest mój syn, z którym prawie już nie gadałem.

– Mam taką intuicję, że moje życie, choć bardzo powoli i w bólach, będzie zmieniać się na lepsze – mówi Iza i dodaje ze śmiechem. – Nauczycielka medytacji uważa, że zaczęłam wypracowywać wyższe wibracje, a one przyciągną do mnie ludzi i zdarzenia, które mogą stać się źródłem dobrej przemiany. Nie jestem jeszcze silna na tyle, by z tak wielką czułością i troską – do jakiej namawia terapeuta – zatroszczyć się o siebie. Wciąż mam ochotę chować się w workowatych sukienkach. Pragnę, aby to ktoś zajął się mną, ale mam już świadomość, że tym najlepszym kimś dla siebie powinnam być ja.

Liszyk Kozłowska: Kryzys związany z poczuciem wypalenia może stać się wartościowym punktem zwrotnym w naszym życiu. Wypalenie, które z natury polega na wyczerpaniu energii życiowej i utraty wewnętrznych zasobów, może popchnąć nas ku nowym sposobom regeneracji i pozyskiwania wsparcia. Jest mnóstwo ludzi, którzy opowiadają, że na nogi postawiła ich np. praca w wolontariacie, zmiana pracy czy rozbudzenie dawnej pasji lub prób realizacji marzeń. To bywa trudne, ponieważ czasem trzeba zmusić się do przysłowiowego wyjścia z domu. Jednak to jest często pierwszy ważny krok ku poprawieniu samopoczucia i ku przemianie.

W trosce o profilaktykę

– W Polsce nie dba się o higienę psychiczną – uważa profesor Wiesław Łukaszewski – My dopiero wtedy, gdy dochodzi do katastrofy, zastanawiamy się, dlaczego tak się stało. Jednak można samemu chronić się przed wypaleniem. Przede wszystkim zrewidować swoje irracjonalne przekonania. Na przykład jeśli sądzę, że jestem małym pionkiem bez wpływu na nic może jest to prawda, jednak może wcale nie? Nikt całkowicie nie kontroluje swojego życia, ale każdy z nas może to robić w pewnym stopniu.

Profesor radzi również, aby nie wstydzić się udać po pomoc do psychologa lub psychiatry. – Trzeba zapanować nad swoimi ambicjami, nie kierować się w życiu wyłącznie zasadami: szybciej, lepiej, więcej. Lepiej postanowić, że są dni, kiedy się spędza czas z dziećmi lub po prostu się leży i patrzy w środek wszechświata.



Udostępnij:

Zapraszamy do współpracy. Napisz do nas