Wybieraj wystarczająco dobrze, bo lepsze jest wrogiem dobrego. ”Nadmiar możliwości paraliżuje”

15 kw. Wybieraj wystarczająco dobrze, bo lepsze jest wrogiem dobrego. ”Nadmiar możliwości paraliżuje”

Problem z wyborem polega na tym, że jeśli z tysiąca opcji z wysiłkiem wreszcie wybrało się tę jedną, to zostaje się z poczuciem, że pozostałych dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć ofert też coś w sobie miało i że może jednak decydując się na tę, straciło się coś lepszego. Takie podejście to prosta droga do frustracji – mówi Agnieszka Jucewicz, autorka książki „Wybieraj wystarczająco dobrze”, zbioru wywiadów z terapeutami i psychologami.

„Wybieraj wystarczająco dobrze”, czyli jak?

– Bardziej świadomie? Z większą uwagą? Z lepszym zrozumieniem dla tego, co i jak wybieram?

Podobnie jak dwie poprzednie książki, czyli „Kochaj wystarczająco dobrze” i „Żyj wystarczająco dobrze”, „Wybieraj…” nie jest zestawem prawd objawionych. To nie jest poradnik, w którym czytelnik odnajdzie „Pięć złotych rad dotyczących podejmowania dobrych decyzji”. To raczej lustro, w którym można się przejrzeć i zobaczyć, dlaczego na przykład za wszelką cenę staramy się dokonać najlepszego wyboru z możliwych – ile to nas kosztuje emocji, ile frustracji i dlaczego nie przynosi satysfakcji. Na ile nasze wybory są świadome, a na ile nie? Na ile wynikają z naszych wcześniejszych doświadczeń, kiedy na przykład wybieramy przyjaciół, albo jak traktujemy nasze ciała? Czy rzeczywiście nasze relacje z rodzicami czy dorosłym rodzeństwem są nie do ruszenia, nie mamy na nie wpływu?

W naszej kulturze sfera dotycząca rodziny wydaje mi się szczególnie trudna do dotknięcia. Wciąż jednak pokutuje przekonanie, że „rodzina jest święta”. Jaka by nie była, nie można mówić o niej źle. „Rodzicom należy się tylko i wyłącznie szacunek, brudów nie pierze się na zewnątrz” itd. Oczywiście, rodzina może być wielkim oparciem, źródłem siły i wartości, ale bywa, że więzi, podcina skrzydła, a czasem nawet niszczy, z taką samą mocą, jak wtedy, kiedy byliśmy mali. A przecież dziś mamy już 30, 40 czy 50 lat. Są jednak ludzie, którzy tkwią w takich wyniszczających układach. Twierdzą, że nie mają wyboru, niczego już nie mogą zmienić. Wychodzą z założenia, że wobec rodziny trzeba być lojalnym, nawet kosztem siebie. Kilku moich rozmówców – jak psychoterapeutka Ewa Chalimoniuk czy Zofia Milska-Wrzosińska – mówi o tym, że i tu jest jakiś margines ruchu.

I co można zrobić?

– Sama świadomość, że jednak coś od nas zależy, że jednak mamy jakiś wpływ w tych relacjach jako dorośli ludzie, już może być przełomowa. Sięgnięcie po pomoc – co jest jakimś ważnym wyborem – może odmienić życie. Nauczenie się stawiania granic, mówienia „nie”, kiedy ktoś bliski nas krzywdzi – to są pozornie niewielkie, a jednak ogromne zmiany, które leżą w zasięgu naszych możliwości. Nie chodzi o to, żeby zrywać te bliskie relacje, chociaż i tak się zdarza, jeśli nie ma innej możliwości.

Ten wybór między byciem lojalnym wobec siebie a wobec najbliższych, kiedy już dojdzie do sytuacji, że człowiek musi wybierać, bywa piekielnie trudny. Nie zawsze się udaje, czasem trzeba próbować po kilka razy. Wie to każdy, kto w takiej sytuacji się znalazł.

Czytaj więcej



Udostępnij:

Zapraszamy do współpracy. Napisz do nas