Wojciech Eichelberger o psychoterapii

lk

13 maj Wojciech Eichelberger o psychoterapii

Terapia to (…) uruchamianie procesu długotrwałej, stopniowej przemiany i wyposażanie człowieka w narzędzia, które pozwolą mu lepiej i mądrzej zarządzać tą zmianą.” – mówi Wojciech Eichelberger. 

Paweł Górniak: Chciałbym zacząć od pytania troszkę przewrotnie, z perspektywy niedowiarka i sceptyka. Jak to jest, siadają dwie osoby w gabinecie i rozmawiają, a bywa, że tylko milczą przez godzinę. Mało tego, umawiają się, że będą się tak spotykać przez określony czas. I jednej z nich w efekcie robi się lepiej. Gdzie tu jest klucz?

Wojciech Eichelberger: Przychylna, rozumiejąca, cierpliwa i uważna obecność drugiego człowieka sama w sobie może być lekarstwem dla wielu ludzi, którzy nigdy przedtem nie byli w takim kontakcie. Wyobrażam sobie terapię, która polegałaby niemal wyłącznie na milczeniu. Pod warunkiem, że terapeuta pielęgnowałby wewnętrzną postawę otwartości, akceptacji i braku oczekiwań wobec pacjenta.

A może wystarczy po prostu pogadać z przyjacielem?

A jaki przyjaciel by coś takiego wytrzymał? Przyjaciel ma inne oczekiwania i inne emocje. W bliskiej relacji, która już ma jakąś historię to bardzo trudne zachować się tak jak potrafi zachować się terapeuta.

Co jest leczące w terapii? Bo podejścia do terapii są różne. Jeden terapeuta będzie bardziej widział objaw, drugi, relacje rodzinne, trzeci nieprzepracowane konflikty itd. A finał zawsze w praktyce wygląda podobnie, że jest to intymne spotkanie dwóch osób.

I to jest właśnie najbardziej leczące. Wiarygodne badania na temat efektywności różnych szkół terapeutycznych dowiodły, że efektywność terapii nie zależy od podejścia teoretycznego, ale od klasy i osobowości terapeuty. Czyli innymi słowy, od rodzaju relacji, który terapeuta proponuje i realizuje w kontakcie z pacjentem.

Czy to nie jest tak, że w cywilizacji, którą sami stworzyliśmy jest coraz mniej miejsca właśnie na tą cierpliwą, uważną obecność, na bycie z drugim człowiekiem?

Nie ulega kwestii, że nasza cywilizacja coraz słabiej odpowiada na nasze istotne potrzeby. I jedną z takich potrzeb, której ta cywilizacja nie uwzględnia, jest właśnie potrzeba rozumiejącego kontaktu z drugą osobą, która najlepiej jeszcze aby miała pozycje autorytetu. Na to brakuje w tej chwili nie tylko czasu, lecz także społecznej struktury/instytucji oraz obyczaju.

Z jednej strony to smutne, ale z drugiej optymistyczne, że sami sobie w odpowiedzi na ten brak, stworzyliśmy instytucję terapeuty.

No więc właśnie. To ludzie wymyślili psychoterapię i okazało się, że jest ona skuteczna. Ale terapia nie służy tylko do tego, żeby naprawiać traumy i odpowiadać na ludzkie potrzeby związane z kontaktem wysokiej jakości. To przede wszystkim narzędzie samopoznania. A wzrastające zainteresowanie ludzi samopoznaniem to dobry znak naszych czasów. Psychoterapia będzie się więc miała coraz lepiej przez wiele lat.

Na ile terapia to moda, a na ile potrzeba? Ostatnio słyszałem rozmowę dwóch dziesięciolatek, które licytowały się, która z nich ma lepszego psychologa. Mam trochę wrażenie, że i dorośli przestają się terapii wstydzić.

To chyba ciągle należy do rzadkości, ale dobrze, że się pojawia. Dla większości Polaków mieszkających w Polsce, pójście do psychoterapeuty niestety jest stygmatyzujące. Jest przyznaniem się do słabości.



Udostępnij:

Zapraszamy do współpracy. Napisz do nas