O dzieleniu się zabawkami (i nie tylko)

sandpit-762541_640

06 maj O dzieleniu się zabawkami (i nie tylko)

Zaczęła się wiosna, a razem z nią intensywny czas spędzany na placach zabaw. Przyznam szczerze, że nie przepadam za nimi, a raczej nie przepadam za tym, co można tam usłyszeć. Wyłączam, ukryty głęboko we mnie, przycisk oceniania innych rodziców, bo doskonale wiem, że widzę tylko jakiś wycinek wyrwany z kontekstu. Mam jednak coś takiego, że kiedy słyszę różne zwroty dorosłych, odpala mi się ogrom empatii wobec dzieci. „Nie bój się, tylko zjeżdżaj!”, „No co się tak wstydzisz, zobacz jak dziewczynka się dobrze bawi, a Ty stoisz” albo „Nie siadaj w piaskownicy, bo pobrudzisz spodnie i naniesiesz do domu pełno piachu”. To tylko kilka takich tekstów, jednak wisienką na torcie jest słynne „no podziel się, trzeba się dzielić!”. Adresatem tego ostatniego może paść każdy. Nie tylko dziecko nadawcy, ale też moje, Twoje, dosłownie każde. Trzeba się dzielić? Naprawdę? Zawsze, wszędzie i według instrukcji dorosłych? (…)

Specjaliści zajmujący się badaniem i opisem rozwoju moralnego dzieci, twierdzą, że dwulatki są w stanie podzielić się z kimś swoją rzeczą po to, by zaspokoić potrzeby dorosłych, a nie swoje. Małe dzieci, dzieląc się z innymi, wykonują polecenie dorosłych po to, by to właśnie ich zadowolić i spełnić ich oczekiwania. Dzielenie się jako forma prawdziwej, altruistycznej gotowości, przychodzi około 5 roku życia (1). William Damon, który zajmował się tym zagadnieniem, twierdził, że wcześniej dzieci dzielą się z uwagi na oczekiwania dorosłych, ale też w obawie przed karą albo w nadziei na nagrodę. Jednym słowem dwulatek, który się dzieli prawdopodobnie nie robi tego ani w zgodzie ze sobą, ani ze swoimi możliwościami, ani potrzebami. On to robi, to tak mu się każe, jednak badania pokazują, że kolejnym razem podzieli się prawdopodobnie dwa razy rzadziej niż dziecko, którego nie jest zmuszane do dzielenia się



Udostępnij:

Zapraszamy do współpracy. Napisz do nas