KRÓTKA HISTORIA O … CZYLI ŻYCIE Z ZABURZENIEM AFEKTYWNYM DWUBIEGUNOWYM

16 kw. KRÓTKA HISTORIA O … CZYLI ŻYCIE Z ZABURZENIEM AFEKTYWNYM DWUBIEGUNOWYM

Ma na imię Adam. Ma 23 lata. Zgodził się udzielić wywiadu i opowiedzieć czym dla Niego jest zaburzenie afektywne dwubiegunowe, zdiagnozowane u Niego kilka lat temu. To niezwykle szczera opowieść. Chciałabym, aby rozmowa ta przybliżyła wszystkim jak wygląda życie osoby cierpiącej na to zaburzenie i co otoczenie może lub czego nie może dla niej zrobić. Zapraszam do wczytania się w słowa Adama.

Alicja B.: Od kiedy chorujesz?

Adam: Właściwie to jest dość trudne pytanie. Zostałem zdiagnozowany cztery, pięć lat temu. Ale szczerze mówiąc nie pamiętam czasów, kiedy czułem się inaczej niż teraz. Więc jeżeli trzeba by już było powiedzieć dokładniej, to zaczęło się to gdzieś między ostatnią klasą szkoły podstawowej, a pierwszą gimnazjum.

AB: Czyli intensywny czas bycia nastolatkiem. Co takiego się wydarzyło, że sięgnąłeś ostatecznie po pomoc, bo zrobiłeś to…

A: Ja wiedziałem, że mam jakiegoś rodzaju zaburzenie od dawna. Może to jest jakaś moja hipochondria. Ale już w drugiej klasie gimnazjum wiedziałem, że mam pewnego rodzaju zaburzenie depresyjne, nie to dokładnie, które mi później zdiagnozowano. Uznałem jednak, że albo sobie sam poradzę, albo że w związku ze zmianą otoczenia, przy zmianie szkoły to jakoś samo minie. Amoże wraz z przejściem z liceum na studia?… ale nie zmieniało się w sposób pozytywny.

AB. Cały czas było tak samo?

A: Nie, miałem coraz więcej symptomów i stawało się to coraz bardziej natarczywe. W ostatniej klasie szkoły średniej powiedziałem sobie, że jeżeli czegoś nie zrobię, jeżeli przejdę sobie obok tego spokojnie na studia, i będę funkcjonował dalej tak, jak funkcjonuję teraz, to będę martwy w ciągu kilku lat. Popełnię samobójstwo. W ciągu jednego dnia zdecydowałem, że oświadczę nauczycielom i rodzicom, że nie przystępuję do matury, idę do psychiatry ponieważ mam zaburzenia jakiegoś rodzaju i trzeba sobie poradzić w sposób bardziej medyczny niż do tej pory. To było tak pewne siebie, że wszyscy na mnie patrzyli jakbym był z kosmosu…

AB: Czyli nie zauważyli niczego wcześniej?

A: Nie, dlatego, że miałem silną potrzebę zachowania tego dla siebie…

AB: Wstydziłeś się?

A: Nie, to nie był wstyd. Ja jako osoba racjonalna widziałem, że choroba psychiczna jest czymś niezależnym od człowieka, to nie jest coś, co ja wybrałem. Więc uznałem, że mogę sam sobie z tym poradzić i nie ma sensu kłopotać innych. Miałem silną potrzebę samodzielności…

AB: Tak się jednak nie dało?…

A: Nie dało się …

AB: I poinformowałeś swoich rodziców?

A: To było przed wyjazdem na obóz przygotowawczy do matury. Zakomunikowałem to przed wejściem do pociągu.

AB: Zostawiłeś ich z tą wiadomością?

A: Właściwie to mamę zostawiłem, ale paradoksalnie stwierdziła później, że to było bardzo dobre co zrobiłem, bo zdążyła pójść do psychologa, przemyśleć to wszystko. Więc w sumie powiedziała, że wybrałemświetny moment.

AB: Pamiętasz jak się wtedy czułeś?

A: To była mocno przemyślana decyzja, podszedłem intelektualnie do tematu i wiedziałem, że jak nie będzie jakiejś cezury dzielącej, cięcia w tej chorobie, to ja płynnie przejdę do następnego etapu życia, tak jak przechodziłem ze szkoły podstawowej do gimnazjum, z gimnazjum do liceum i nic się nie zmieni. To, że zmiana otoczenia w jakiś sposób mi pomoże to iluzja, że to nie zostało wywołane czymś co jest na zewnątrz, że to choroba endogenna. Poza tym, te zmiany, na które czekałem, wbrew pozorom, nie były duże bo to, że wszyscy przeżywają zmianę szkoły, czy zmianę środowiska to dla mnie nie miało znaczenia – wciążbyło tak samo, ja się czułem tak samo. Środowisko w jakiś sposób było oddalone ode mnie, musiałem je trzymać oddalone, bo nie chciałem narzucać swojej choroby, wiedziałem, że muszę te symptomy trzymać na wodzy.

AB: Czyli izolowałeś się od rówieśników?

A: Też, szczególnie wtedy gdy tego potrzebowałem. Miałem cały czas wgląd w moją chorobę. Wiedziałem, że jak nagle napływa do mnie energia, dostaję entuzjazmu i że mam poczucie, że za chwilę mogę rządzić całym tym światem – to jest to symptom choroby. I gdybym zaczął pokazywać to na zewnątrz, zacząłbym działać na podstawie tych emocji, to byłoby to dość niekomfortowe dla otoczenia i też niekomfortowe dla mnie.Bo wiem, że to było nieadekwatne do tego, jaka jest rzeczywistość. To wymagało dość dużego wysiłku.

AB: Mówisz tak, jakbyś siebie zdiagnozował wcześniej, nim ktokolwiek z zewnątrz w ogóle miał wgląd w Twoją chorobę?

A: To brzmi nieprawdopodobnie, jak ludzie mówią np. wiedziałem, że tak będzie. Ale ja wziąłem poradnik diagnostyczny z klasyfikacją ICD-10 i analizując wszystkie zaburzenia doszedłem do wniosku, że to będzie to. Do lekarza poszedłem tylko i wyłącznie po to, żeby dostać leki.

AB: Powiedz, kto w tym momencie najbardziej Ci pomógł? Od kogo otrzymałeś najwięcej wsparcia?

A:  Rodzice zawsze chcieli mnie wspierać, ale to jest dość trudne, gdy się nie rozumie. Jak większość populacji nie mieli pojęcia co to jest. Gdzieś w dali pojawiały się depresje innych ludzi, ale to było coś prywatnego, odsuniętego od nas. Zresztą w Polsce to jest coś wstydliwego i o tym się nie mówi. Więc choć zawsze chcieli mnie wspierać, jak i teraz, nie mają dogłębnych informacji jak to robić. Zresztą w depresji endogennej te osoby z zewnątrz nie mają zbyt dużego wpływu na to, co się z nami dzieje. Mogą być najcudowniejszymi, najlepiej poinformowanymi osobami na świecie, a i tak ten stan emocjonalny będzie się utrzymywał. Więc jakiegoś istotnie zewnętrznego wsparcia nie miałem. Ja sam zdecydowałem, że idę do psychiatry, do psychologa i właściwie jak to zakomunikowałem, to miałem już wszystko zaplanowane. Oczywiście jestem wdzięczny, że to przeszło tak jak przeszło, że nie było oburzenia, że nie podchodzę do matury w tym roku, że dostałem przestrzeń na moje decyzje. To było największe wsparcie jakie mogłem dostać.

AB: Dosyć zdecydowanie podkreślasz, że choroba afektywna dwubiegunowa to schorzenie natury fizjologicznej, endogeniczne. Często mówi się jednak, że większość zaburzeń psychicznych to efekt chorych systemów rodzinnych, w których funkcjonujemy.

A: Tak, ja się z tym zgadzam.Tylko system, w którym się funkcjonuje wpływa na fizjologię. W trakcie rozwoju mózgu, od dziecka po dorosłego, jest formowany w dużej części w oparciu o otoczenie. Więc zaburzenia hormonalne, zaburzenia neuroprzekaźników czy rozwoju mózgu choć fizjologiczne, mają podłoże systemowe.

AB: A jak Ty patrzysz na swój system, on Ci pomaga?

A: Trudno powiedzieć.W momencie, kiedy system dokonał dzieła, to już nie ma znaczenia. Mieć żal za to, co się stało jest nierozsądne, bo to nie ma znaczenia. To jest loteria, to co się z nami dzieje, nie wybieramy miejsca, w którym się rodzimy. Ja urodziłem się w takiej sytuacji i to nie najgorszej więc nie mam żalu do nikogo. Może w innym kontekście ta choroba rozwijałaby się szybciej, może wolniej. Ale nie byłbym tym człowiekiem którym jestem.

AB: A teraz, czy jesteś pod opieką lekarza, terapeuty, bierzesz leki?

A:  Tak, terapię skończyłem dwa lata temu, gdy wyjeżdżałem za granicę. Ale to było za obopólną zgodą, terapeuta powiedział, że jestem stabilny i może mnie „wypuścić z objęć”. Choć niektórzy mówią, że terapia się kończy wtedy, kiedy umiera terapeuta i umiera pacjent /śmiech/. W terapii byłem 2,5 roku. Może to nie wywołało rewelacji, przyniosło może większą jasność sytuacji, uporządkowanie. Będąc bardzo analitycznym, w większości wiedziałem, co się dzieje. Terapia pozwoliła wszystkie te znane mi sytuacje podomykać. Pod opieką psychiatry jestem od początku. Zmieniłem raz psychiatrę ponieważ pierwszy nie odpowiadał mi –a tu ważne jest zaufanie. Czasami jak do niego przychodziłem, zdawał się nie wiedzieć kim jestem. I jak mi w pierwszej kolejności wypisał antydepresant to mnie „wywaliło w kosmos” i uczyłem się łaciny przez 15 godzin dziennie. Po pół roku zmieniłem psychiatrę i jestem od tej pory na różnych mieszankach leków. Teraz jestem przy 11 mieszance, nie licząc zmiany dawek do tego. Najdłużej biorę lit. Czy to mi pomaga w taki sposób jakbym chciał? – no nie. Były takie okresy, w których leki dawały mi możliwość lepszego funkcjonowania, ale potem mój organizm się do nich przyzwyczajał i było bez zmian. Teraz już wyszedłem z obszaru leków refundowanych, niektóre z nich kosztują nawet 400 zł. Mają być super i nie są super. Przez pół roku działają może nie gorzej niż inne leki, a potem to już brak zmian.

AB: Czy mógłbyś komuś, kto w ogóle nie ma wyobrażenia opisać jak się czujesz, gdy jesteś w okresie depresji czy manii?

A: Ja myślę, że na początku trzeba wyjaśnić na czym polega ta choroba. Stan depresyjny, stan manii. Stan depresyjny jest wszystkim znany, wszyscy wiedzą, że człowiek jest przytłumiony, gorzej się czuje. Stan manii często musiałem tłumaczyć, bo był niezrozumiały.To stan ogólnego podwyższenia nastroju, stan energii, osoba czuje się świetnie, ponad stan, który jest przyjęty jako normalny. U mnie zdarzało się,  że napływało to nagle, entuzjazm wobec jakiejś sprawy, który przychodził z kosmosu. Kiedyś w ciągu 12 godzin napisałem 50 stron książki, stworzyłem własny język wraz z alfabetem i gramatyką, opisałem historię tego języka w ramach fikcyjnego świata. To był projekt na lekcję języka polskiego.

AB: W ciągu 12 godzin? Jaka efektywność!

A: Tak, tylko choroba afektywna dwubiegunowa przebiega tak, że te okresy mają kilka miesięcy, potem następuje zmiana, od totalnej depresji przez okresy stabilności po okresy mega entuzjazmu. Ja niestety mam coś, co się nazywa ultrahipercykling – moje zmiany nastroju następują od dwóch dni do kilku razy w ciągu dnia. Pamiętam, jak czasami wstawałem rano – czułem się świetnie, entuzjazm zupełny wobec tego, co zrobiłem w ciągu ostatniego tygodnia.Cztery godziny później idąc po szkole przez ulicę, chciałem skoczyć pod tramwaj, nastrój na poziomie niżej niż 0, miałem nagminne myśli samobójcze, samoocena na poziomie chodnika.Miałem problem, żeby dojść do domu, bo chciałem się położyć i po prostu umrzeć w tym miejscu, w którym stałem. Dwie, trzy godziny później nawet biegłem po tym chodniku, bo nie mogłem doczekać się, żeby zrobić w domu to, co planowałem. Przychodziłem do domu, w ciągu pięciu minut nie byłem w stanie nic zrobić,  padałem na łóżko, zasypiałem i spałem trzy dni.

AB: To musi być strasznie męczące?!

A: No tak, właśnie tak. Po pierwsze nic nie można zaplanować. Nawet kiedy mam te kilka etapów manii, które są produktywne, to niektóre nie są produktywne  – napór myśli jest tak intensywny, przebiegają tak szybko, że na niczym nie jestem w stanie się skoncentrować. Poza tym, kiedy się sądzi, że jest się najgenialniejszym człowiekiem na świecie i można zrobić wszystko, to ta efektywność jest źle ukierunkowana.Skupiałbym się wtedy na prezentacji geniuszu, anie na czymś ważnym jaknp. nauka do matury.

Czytaj więcej



Udostępnij:

Zapraszamy do współpracy. Napisz do nas