Kobieta Kobiecie Kobietą. Rozmowa z Katarzyną Miller

22 mar Kobieta Kobiecie Kobietą. Rozmowa z Katarzyną Miller

Przyjaźń między kobietami to bardzo silna więź. Za mało ją dziś doceniamy, za mało czasu ze sobą spędzamy. Druga kobieta może być dla nas wzorem, lustrem, punktem odniesienia, wsparciem, jakiego nie dostaniemy od nikogo innego. Jak pielęgnować „siostrzane” więzi – pytamy psychologa, Katarzynę Miller.

rozmawiała Katarzyna Szczerbowska

W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie pomagały innym kobietom – twierdzi amerykańska dyplomatka Madeleine Korbel Albright. Zgadza się pani z nią?

Te kobiety, które są obojętne wobec innych kobiet, szkodzą przede wszystkim sobie. W jakimś sensie już teraz ich życie jest piekłem. Pozbawiają się ogromnego źródła energii. Ta druga kobieta może być dla nas wzorem, wsparciem, lustrem, w którym możemy się przejrzeć, punktem odniesienia. Pozwala zobaczyć, jak radzi sobie w sytuacjach, które są dla nas wyzwaniem – w relacjach z mężczyznami, wychowaniu dzieci, w realizowaniu siebie.

Często to matka kształtuje nasz stosunek do innych kobiet.

Jeśli w kółko powtarzała: uważaj na koleżanki, są wredne, interesowne, podstępne, obgadają cię, myślą tylko o tym, jak cię wykorzystać, są twoimi rywalkami, no to trudno nam do innych dziewczyn mieć zaufanie. Gdy od kobiety słyszę zdanie „nienawidzę kobiet”, zwykle to oznacza, że zawiodły wzory, które dostała w rodzinie. Często to matka sprawia, że inne kobiety traktuje się jak rywalki, a nie jak przyjaciółki. Moja mama była dla mnie trudna. Wytwarzała duży dystans. Taka królowa śniegu. Ale akurat miała dużo przyjaciółek. Od zawsze widziałam, że kobiety mogą być dla kobiet źródłem energii. Paru przyjaciółkom mojej mamy wiele zawdzięczam. Dużo mi w życiu pomogły. Przyjaźń między kobietami to silna więź. Myślę, że my za mało czasu spędzamy ze sobą. Kiedyś wspólnie haftowałyśmy, darłyśmy pierze do poduszek. To była okazja na to, żeby sobie wspólnie ponarzekać, wymienić się doświadczeniami, wspierać wzajemnie. Powinnyśmy jak najczęściej spotykać się w kobiecym gronie.

Kobieta nigdy nie dogada się z mężczyzną tak jak z drugą kobietą?
Mężczyźni potrzebują prostych komunikatów, jasnego wyrażania spraw i potrzeb. Kobiety często porozumiewają się intuicyjnie. Druga kobieta zrozumie nasze sugestie, metafory, wyłapie, o co chodzi, jeśli próbujemy przekazać coś w okrężny, opisowy sposób.

Jak pani wybiera przyjaciółki?
Bliskie mi stają się kobiety, z którymi po prostu dobrze się czuję. Jeżeli coś mnie w kimś niepokoi, denerwuje, coś nieokreślonego sprawia, że czuję się spięta, zwykle jest to dla mnie sygnał, że ta osoba nie jest dla mnie. W dużym stopniu porozumiewamy się z innymi na poziomie niewerbalnym. Często trudno nam wytłumaczyć, dlaczego z kimś nie jest nam po drodze. Warto słuchać tej swojej intuicji. Jeżeli przy kimś odnosimy wrażenie, że coś jest nie tak, raczej nic poważniejszego nie wyjdzie z tej znajomości.

Jak dbać o przyjaźń?
Nie wystarczy istnieć i zdobić świat. Ludzie zachwycają się pięknem. Ale ile czasu może nas zajmować to, że ktoś jest wyłącznie do podziwiania? Z narcyzem nie da się przyjaźnić. Jeżeli chcemy budować z innymi głębokie relacje, dbajmy o nich. Ludzie, którzy robią coś dla nas, muszą dostać komunikat zwrotny, którym jest nasza wdzięczność. Jeśli ktoś sprawia nam przyjemność, dba o nas, daje nam coś, należy dać mu do zrozumienia, że to nas uszczęśliwia. Sposobów na to, żeby pokazać, że na kimś nam zależy, jest cała masa. Zaprośmy od czasu do czasu przyjaciółkę na obiad, zadzwońmy, żeby sprawdzić, co się u niej dzieje, starajmy się jej robić przyjemności. Mam taką przyjaciółkę, która lubi kosmetyki, więc od czasu do czasu staram się jej kupić jakiś krem czy cień do oczu. Zależy mi na tym, żeby wiedziała, że myślę o niej.

Nasze przyjaźnie się zmieniają. W dorosłym życiu trudno mieć taką przyjaciółkę od serca, nastawioną tylko na nas, taką jaką się miewało w dzieciństwie.
Kiedy byliśmy dziećmi, mogliśmy spędzać ze sobą całe dnie. Miałam taką przyjaciółkę, z którą robiłyśmy wszystko wspólnie – godzinami słuchałyśmy muzyki, gadałyśmy, omawiałyśmy rzeczy, które nas spotykają. Często u niej nocowałam. Kiedy zakładamy rodzinę, pracujemy, już inaczej budujemy przyjaźnie. Zwyczajnie nie mamy tyle czasu, który moglibyśmy komuś poświęcić. Wciągają nas obowiązki.

Trudnym wyzwaniem dla kobiecej przyjaźni jest młodość, czas, kiedy większość z nas szuka partnera. Siłą rzeczy jesteśmy dla siebie konkurencją. Zawsze jest tak, że jedna z przyjaciółek jest tą ładniejszą, ma większe powodzenie.
Na studiach miałam taką przyjaciółkę, która przyciągała facetów. Na szczęście jakoś tak się układało, że ceniła innych mężczyzn niż ja i nigdy nie wchodziłyśmy sobie w drogę. Myślę, że problem pojawia się wtedy, kiedy obu kobietom zależy na tym samym mężczyźnie. Wtedy najlepiej porozmawiać o tym, co zrobić z taką sytuacją. Bo być może dla nas ten facet to ważna sprawa, a dla niej on nie ma większego znaczenia.

Jest takie powiedzenie – „prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. W czarnej godzinie zwykle zostaje z nami kilka osób albo nikt.
Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że, moim zdaniem, w życiu nie ma czarnych godzin. Takich beznadziejnych stanów czy okoliczności, z których nie sposób wyjść. Są tylko trudne momenty, kryzysy. To, że wtedy ludzi jest mniej, często wynika z relacji, jakie z nimi mieliśmy. Może coś, co uważaliśmy za przyjaźń, było oparte tylko na wspólnych interesach albo ktoś ogrzewał się w naszym powodzeniu? Poza tym ludzie są różni. Czasem możemy się zdziwić tym, kto do nas przyjdzie z rosołem czy lekarstwami, kiedy zachorujemy. Niektórzy ludzie sprawdzają się w pomaganiu, inni w zabawie. I bardzo dobrze. Bo potrzebni są i tacy, którzy tańczą na stole i rozśmieszają towarzystwo, opowiadając dowcipy, i tacy, którzy lubią siedzieć z boku. Poza tym zamiast przerażać się tym, że nagle wokół nas zrobiło się pusto, bo straciliśmy pracę czy mamy kłopoty ze zdrowiem, warto po prostu do kogoś zadzwonić i powiedzieć mu szczerze, że zależy nam na tym, żeby z nami porozmawiał, spotkał się. Czasem czujemy się sami, bo problem tak bardzo nas angażuje, że siłą rzeczy skupiamy się na nim. Przestajemy odpowiadać na telefony, spotykać się. Zamykamy się przed ludźmi. No, a oni bez przerwy nie będą się dobijać.

Trudno tak żyć, żeby proporcje dawania i brania zawsze były zachowane.
Pamiętam jedną ze swoich pacjentek, która na terapii zaczęła się skarżyć na swoją samotność. Okazało się, że przez lata miała grono przyjaciół, z którymi wyjeżdżała zimą w góry, spędzała święta, wakacje. Tak się złożyło, że to ona wszystko wymyślała. I pewnego dnia doszła do wniosku, że ma dosyć wiecznego myślenia za innych. Czuła się wykorzystywana i postanowiła przestać cokolwiek proponować. Ludzie z rozpędu dzwonili do niej i pytali – to co robimy w święta, ferie, wakacje, a ona odpowiadała: sami sobie coś wymyślcie. No i w końcu przestali dzwonić. Zapytałam ją: – Czy pani zwariowała? Przecież to pani była liderem tej grupy, to dzięki pani ona istniała. Proszę natychmiast podzwonić do tych ludzi, pogadać z nimi, przeprosić i jak najszybciej wymyślić, co razem możecie zrobić w najbliższe wakacje. Jaki z tego wniosek? Trudno jest oceniać, ile jest warte to, co dostajemy i to, co dajemy. Każdy z nas ma przyjaciołom co innego do zaproponowania. Nie istnieje waga, na której można to położyć i ocenić. Jeden wysłucha, inny pożyczy pieniądze, z jeszcze innym świetnie spędza się czas w klubie. Na ogół czujemy, czy relacja jest żywa. Jeżeli dzięki niej się rozwijamy, odpoczywamy, jest dla nas inspiracją, wyzwaniem intelektualnym, to znaczy, że jest co pielęgnować.

Woli pani relację jeden na jeden czy ma pani grono przyjaciółek?
Nie ma reguły. Myślę, że świetnie mieć grupę przyjaciółek i mam kilka takich osób, z którymi tworzymy konstelację wspierających się kobiet. Ale też ważne są relacje jeden na jeden, kiedy możemy poruszyć tematy intymne, porozmawiać otwarcie o swoich problemach. Z racji wieku mam przyjaciółki starsze i młodsze ode mnie. To fantastyczna sytuacja, bo mogę czerpać i z doświadczenia starszych przyjaciółek, i dzielić się swoimi doświadczeniami z młodszymi.

Jest pani psychoterapeutką. Przyjaciółki pewnie pytają często o radę? Ma pani jakiś zestaw instrukcji, jak żyć?
Nigdy nie udzielam rad. Staram się tak rozmawiać, żeby ta druga osoba sama znalazła rozwiązanie, sposób wyjścia z opresji, który akurat dla niej będzie dobry, jak najmniej bolesny. Przyjaciółki czasem pytają, co bym zrobiła na ich miejscu i wtedy mówię, jak ja bym podeszła do tej czy innej sytuacji, ale to nie znaczy, że uważam, że one miałyby robić to samo, i zawsze to zaznaczam. W przyjaźni właśnie to jest piękne, że możemy inspirować się pomysłami innych, że możemy spojrzeć na swoje problemu z boku, oczami osoby, której nam na nas zależy. Ale przede wszystkim skłaniam przyjaciółki do tego, żeby przyjrzały się sobie, żeby spróbowały odpowiedzieć na pytanie, czego pragną, żeby słuchały siebie.
Czasem przyjaźń się kończy, coś się wypala, a my siłą rozpędu nadal dbamy o taką relację. Czy warto?
Jeżeli wciąż interesujemy się tą drugą osobą, staramy się dla niej robić różne rzeczy, pomagać jej, być dla niej, a nie dostajemy żadnej odpowiedzi, czujemy się zranieni. Taki związek z drugim człowiekiem jest bolesny. I myślę, że lepiej się z niego wycofać, zrobić miejsce dla ludzi, dla których będziemy ważni. Koniec przyjaźni to wielki ból, więc reanimujemy trupa nawet latami, no ale trupa nie da się ożywić.

Pisze pani listy rozwodowe jak Witkacy, który w ten sposób kończył relacje z ludźmi, którzy go rozczarowali?
Wolę nie robić takich gestów, żeby nie sprawiać ludziom bólu. Nie chcę nikogo stawiać w niezręcznej sytuacji, rozgrzebywać emocji. Sama dostałam taki list od kobiety, która przez lata była moją przyjaciółką. To był dla mnie szok. Nie wiedziałam, że ona zbiera w sobie rozmaite żale i pretensje. Nie wiem dlaczego wcześniej mi nie powiedziała, że z tą czy inną rzeczą między nami jest jej źle.

Ostatnio często kłócimy się o politykę. Kładzie się to cieniem na naszych przyjaźniach. Polityka to taki temat, którego lepiej nie podejmować z przyjaciółkami?
Nie ma gotowych scenariuszy. Z jednymi dobrze się rozmawia, nawet jeśli mają inne poglądy, dla innych to drażliwa sprawa i wtedy lepiej odpuścić.

Ma pani takie przyjaciółki, do których mogłaby zadzwonić w środku nocy z prośbą o pomoc?
W środku nocy zwróciłabym się do swojego partnera. On jest moim oparciem, człowiekiem w pełni na mnie otwartym, już sama rozmowa z nim mnie uspokaja. No ale gdyby nie odbierał, to mam teraz przynajmniej trzy takie kobiety, do których mogłabym zadzwonić. Jestem szczęściarą.

Tags:


Udostępnij:

Zapraszamy do współpracy. Napisz do nas