Fałszywe ja – konformiści, pozoranci, lwy

12 kw. Fałszywe ja – konformiści, pozoranci, lwy

Wszyscy ukrywamy przed sobą swoje nieprzyjemne kawałki, ale gdy przesadzimy i stworzymy fałszywe ja, to nie poznamy odpowiedzi na podstawowe pytanie: kim jestem. Z psychoterapeutką Danutą Golec rozmawia Grzegorz Sroczyński
”Jestem dobra i uczynna” – myśli o sobie skrajna egoistka. ”Jestem szalenie dowcipny” – uważa okropny nudziarz. Dlaczego niektórzy ludzie widzą się tak nierealnie?

Ciekawe. Zakłada pan, że iluzje na własny temat zawsze oznaczają idealizowanie się.

Najczęściej.

Nie. Iluzje częściej brzmią tak: ”Jestem kawałkiem gówna”. To cytat z pacjenta. Oczywiście mam skrzywienie perspektywy, bo przecież na terapię raczej nie trafiają osoby, które uważają się za ósmy cud świata. Ale myślę, że dużo częściej mamy złe iluzje na własny temat niż te dobre. Raczej się dewaluujemy, niż przeceniamy. Rozdźwięk między tym, co ktoś sądzi o samym sobie, a jego potencjałem widać wyraźnie, kiedy w człowieku dominuje bardzo krytyczny głos. ”Jestem potwornie brzydka” – mówi dość ładna kobieta. ”Tak? A co ma pani najbrzydszego?” – pytam. ”Ręce”.

I co?

Miała ładne ręce. Szczupłe palce.

I wystarczyło jej to wytłumaczyć?

Żeby to było takie proste… Terapeuta próbuje nawiązać sojusz ze zdrowszą częścią osobowości takiego człowieka i przekonać go, że złośliwy głos wewnętrzny nie jest wyrocznią.

A jeśli te ręce są brzydkie, to co?

To nie jest istotne. Taki człowiek może nawet trafnie punktować swoje ułomności. ”Nie jestem przystojny”. No i nie jest. ”Jestem gruba”. No i faktycznie jest gruba. Tylko że skupia się wyłącznie na tym. Nic innego w sobie nie widzi. W efekcie nawet jeśli opinia o jakiejś własnej słabości nie jest iluzją, to już ogólna samoocena staje się nieadekwatna. Co więcej – taka osoba uważa, że nic nie może zmienić, na przykład schudnąć. Dewaluujący głos wewnętrzny znalazł sobie pretekst i będzie walił w ten bęben do upadłego. Pretekst może być zgodny z prawdą, tylko co z tego, jeśli zniekształca całą rzeczywistość.

Taka osoba niczego dobrego w sobie nie widzi?

Dobre pytanie. Otóż widzi. Ale nie domyśli się pan, co to takiego.

Nie próbuję.

Te osoby często cenią się właśnie za to, że są wobec siebie tak bardzo krytyczne. ”Przynajmniej jestem wobec siebie sprawiedliwa” – deklaruje pacjentka. ”Nie mam iluzji na własny temat”. Czują moralną wyższość, bo przecież wszyscy inni – znajomi, koledzy w pracy – nie potrafią tak sprawiedliwie i krytycznie na siebie spojrzeć. Taka osoba nie widzi, że ta ”sprawiedliwa ocena” to czysty sadyzm. I że sama stała się największym swoim wrogiem. Kiedyś opisałam pacjentce jej świat wewnętrzny tak: ”To obóz koncentracyjny, a pani jest w nim kapo”.

Po co jej ten obóz?

Daje złudne poczucie, że można kontrolować cały swój świat wewnętrzny. Nie trzeba znać teorii psychoanalitycznych, żeby wiedzieć, że są w nas siły, których nie rozumiemy. Tymczasem taka osoba woli myśleć: ”Wiem, jak jest”, ”Ja przecież siebie znam”. Konsekwencją iluzji, że wszystko o sobie wiem, może być inna iluzja, równie groźna. Brzmi tak: ”Świetnie innych wyczuwam, wiem, co myślą”. Niektórzy są przekonani, że trafiają zawsze idealnie w emocje bliźnich, wręcz czytają cudze myśli. ”Ja jestem taki empatyczny”. Można rzeczywiście wyczuwać emocje, mieć rozwiniętą intuicję w tym względzie. Ale jeśli ktoś uważa, że zawsze wie, to w gruncie rzeczy próbuje myśleć za innych. I żyje w świecie nieprawdziwym. Psychoanalityk Wilfred Bion pisał, że miejsce ciekawości i pokory zajmują wtedy wszechwiedza i arogancja.

Dlaczego myślimy za innych?

Psychotyczna część naszego umysłu nie chce poznawać świata, woli rozkoszować się własnymi wytworami. Ciekawość to ryzyko. Dowiem się czegoś nowego, a może to coś nie będzie wcale takie przyjemne? Przyjęcie nowego wiąże się z bólem psychicznym – trzeba pożegnać stare, jakiś kawałek świata wewnętrznego musi umrzeć. Niektórzy wolą żyć w świecie, który sami sobie wymyślą, sami zinterpretują i ocenią. Mogą w tym świecie samodzielnie się wychwalać albo sobie dokopywać – to już zależnie od skłonności.Ten sposób funkcjonowania w skrajnej postaci widać u dyktatorów. Nie interesuje ich, jak wygląda rzeczywistość. Mają własną mocną iluzję i przyjmują z zewnątrz tylko te sygnały, które się z nią zgadzają. Podwładni się błyskawicznie tego uczą i zaczynają dostarczać tylko pożądanych informacji.

Wróćmy jeszcze do pozytywnych iluzji na własny temat. ”Jestem dobra i uczynna”. ”Jestem spokojny i dla wszystkich miły”.

A pod spodem aż się gotuje.

Właśnie.

Iluzje mogą być efektem działania mechanizmów obronnych. Uruchamiamy je, żeby nie widzieć trudnych aspektów własnej osobowości – najczęściej egoizmu i agresji. Zwłaszcza z agresją w naszej kulturze jest kłopot. Większy niż z innymi popędami. Wszyscy trochę się oszukujemy, ukrywamy nieprzyjemne kawałki siebie przed własnym wzrokiem. I całe szczęście. Kiedy przechodzimy życiowe kryzysy, możemy błogosławić tę umiejętność, bo bez niej trudne uczucia zalałyby nas po czubek głowy. Prawdy i tak dowiemy się stopniowo, ktoś w końcu coś nam powie, jedna osoba, druga, trzecia. Aż prawda dotrze. Kłopot, jeśli nie dociera.

 

Czytaj więcej



Udostępnij:

Zapraszamy do współpracy. Napisz do nas