Co zrobić, by żyć w szczęśliwym związku? Coaching partnerski

06 kw. Co zrobić, by żyć w szczęśliwym związku? Coaching partnerski

Według znanej amerykańskiej terapeutki rodzinnej Virginii Satir i Stephena Gilligana, wybitnego terapeuty ericksonowskiego – związek dwojga ludzi przechodzi trzy fazy. Pierwsza z nich to wejście w trans, w czasie którego koncentrujemy uwagę na dosłownie kilku elementach wzorca, dzięki którym wydaje nam się, że wzorzec jest pełny. To znaczy zauważamy na przykład jej połysk włosów, uśmiech i słabość do filmów Felliniego albo jego owłosione nadgarstki, białe zęby i nieśmiałość przy pierwszym pocałunku. I już. Poszło. Automat działa. Te szczegóły, triggery, wyzwalacze – uruchomiły kompletny wzorzec złożony z konkretnego bloku zachowań, oczekiwań, emocji, choć rzeczywistość drugiej osoby od początku jest zupełnie inna. Po prostu jej nie dostrzegamy. Popęd seksualny i potrzeba połączenia się w parę – robią resztę. Pojawia się mit o „połówce jabłka”. Czasem jest to wręcz przyciąganie do osób o przeciwstawnych cechach. „To mnie dopełni”; „to mnie uzupełni”; „to pozwoli mi zredukować wszelkie deficyty”, „stanę się całością dopiero z nim/z nią”. Faza narkotyczna oznacza zauroczenie, a każdy kontakt lub sygnał potwierdzający wzorzec (sądzimy, że tylko wzorzec może nas uszczęśliwić, czyli spełnić) pcha nas w ramiona spotkanej „modelowej” postaci. Pojawia się dojmujące poczucie, że 1+1=1. Ja i ty znika. Jest tylko my. To faza pełnego uzależnienia od osoby kochanej.

Po około 9–12 miesiącach czar pryska. Narkotyki miłosne, nawet w dużych dawkach, przestają działać. Rodzi się szokujące podejrzenie, że partner ani nas nie „uzdrowi”, ani nie dopełni. Często w tym okresie rodzi się dziecko lub powstają pierwsze zobowiązania formalne. Wspólne zamieszkanie lub plany o ślubie. Te zewnętrzne regulatory, jak ślub, rachunki, pralka, kredyt, a zwłaszcza dziecko – bardzo stabilizują związek, jednak często wypalają do cna efekt zakochania. Pozostaje forma, czyli wzorzec, i równie często pojawia się walka o wyższość „mojego wzorca nad twoim”. Pretensje o teściów, o styl jedzenia, o wydawanie pieniędzy, o sposób spędzania wolnego czasu, o wychowanie dziecka – to nic innego jak walka wzorców o dominację w rodzinie. Oczywiście na podorędziu mamy postracjonalizacje, czyli „racjonalne argumenty na poparcie naszych zachowań i wyborów”. Jednak proces decyzyjny powstał zupełnie gdzie indziej – w obszarze nieświadomym. Reszta to automat. Postracjonalizacje potrzebne są po to, by nas stabilizować w realnym świecie, ale często wiodą na manowce, gdyż ich panem i władcą jest nasz osławiony wzorzec, w którym krok po kroku zapisana została instrukcja: „jak wygląda relacja dwojga ludzi i co należy w niej robić”. Pamiętasz, kto jest autorem tej tajnej instrukcji? Najczęściej mama i tata, no, może jeszcze parę osób, które zawsze wiedziały, co jest dla ciebie najlepsze.

Faza druga związku to powrót do rzeczywistości. Pojawia się rozczarowanie, powolna stagnacja i rozpad albo przejście do fazy trzeciej. Wzór w naszej relacji przybiera wówczas formę 1+1=2. Jestem ja i jesteś ty. To etap uniezależnienia i oddzielenia, wzorzec pozwala na rozwód. Może trwać nawet kilka lat.

Faza trzecia to chwila, kiedy budzimy się do prawdziwego odkrywania drugiej osoby. Zamiast pytań: „Dlaczego taki jesteś? Jak mogłaś mi to zrobić?” – otwiera się perspektywa pytań: „Jaki jesteś? Co jest w tobie ciekawego? Czego mogę się od ciebie nauczyć? Co jest wartościowego w twojej odmienności?”.

 

 

Czytaj więcej



Udostępnij:

Zapraszamy do współpracy. Napisz do nas